wtorek, 31 lipca 2012

Dziennik kapitański raz jeszcze


Dziennik kapitański fregaty "OSIZ"
 - Bosmanie, co to znaczy Osiz?
- Odpierdol się i zdychaj. Ale najpierw szoruj ten pokład!!


Data gwiazdowa 20.01.14
Kurs na Brigandy Bay, tamtejsi szkutnicy powinni już zakończyć naprawę naszego zdobycznego galeonu.

Data gwiazdowa 24.01.14
Wpływamy do Brigandy Bay. Poziom wody podniósł się o około metr, a nad miastem powiewa Hiszpańska flaga. Wszędzie pełno uchodźców, którzy chcą wydostać się ze, zdaje się, tonącej wyspy. Okazało się, że doszło do walnej bitwy pomiędzy flotą hiszpańskiej Gildii Handlowej i angielskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej. A w zasadzie do dwóch. Obie wygrali Hiszpanie, czego konsekwencją jest zajęcie Baltimusa przez Hiszpanów. Hiszpanie jednak ponieśli spore straty i dlatego, gdy kilka dni temu na Baltimusie pojawiła się kierańska flota, to ochoczo i bez jednego wystrzału oddali Wielkiemu Wielorybowi Brigandy Bay i podpisali nową, korzystniejszą dla Kiery umowę handlową.
Portowe dźwigi upstrzone wisielcami – to podobno wszyscy, którzy kiedykolwiek współpracowali z Kompanią.
Z dobrych wieści, to galeon naprawiony i nawet nie został uszkodzony podczas kolejnego zdobywania miasta.

Data gwiazdowa 26.01.14
Poczyniliśmy zaciągi nowych marynarzy, uzupełniliśmy zapasy i szykujemy się do wyprawy na Morskie Wiedźmy.
Jakieś szumowiny szantażują nas, że jeśli nie wpłacimy 30.000 srebra, to przekażą Hiszpanom i Kierańczykom dowody na naszą współpracę z Duckworthem. Opuszczamy port przed upływem terminu ultimatum. Kurs na północ, w stronę Diabelskiego Krzyża.

Data gwiazdowa 29.01.14
Spotykamy się z flagowcem krakeńskiego admirała Caspiana, omawiamy plan bitwy.

Data gwiazdowa 30.01.14
Drugi dzień na Floatsam Sea. Na horyzoncie fregata z porwanymi żaglami, sygnalizują, że potrzebują pomocy.

Data gwiazdowa 31.01.14
Cholerni piraci, udawali fregatę w opałach. Doszło do bardzo zaciętej walki abordażowej, w której straciliśmy ponad 1/3 załogi. Fregata zdobyta, a wraz z nią umiarkowanych rozmiarów łupy.

Dziennik kapitański

Dziennik kapitański fregaty "OSIZ"
 - Bosmanie, co to znaczy Osiz?
- Odpierdol się i zdychaj. Ale najpierw szoruj ten pokład!!

Data gwiazdowa 09.01.14
Po pokonaniu i złupieniu okrętu Czarnobrodego ruszamy na zachód w kierunku Wysp Bicza, gdzie powinien być zakopany skarb L`Ollainesa.

Data gwiazdowa 14.01.14
Żagle na horyzoncie! Minęliśmy chyba właśnie całą pieprzona marynarkę wojenną. Dwa Kierońskie kutry złożyły nam propozycję nie do odrzucenia – odeskortują nas na zachód. W sumie nawet po drodze, nie protestowaliśmy.

Data gwiazdowa 17.01.14
Pożegnaliśmy się z naszą eskortą. Nie udało nam się z nich wyciągnąć o co w tym wszystkim chodziło i co Kierońska flota robi na zachód od Floatsam Sea.

Data gwiazdowa 19.01.14
Dotarliśmy do celu i zdobyliśmy skarb pirata L`Ollainesa! Załoga zadowolona z udziału w łupach, pokładowy mag po raz kolejny otarł się o śmierć i wysadził część skarbu. Znaleźliśmy ćwiartkę tajemniczej monety.


wtorek, 24 lipca 2012

Kfiatki z 19.07

MG: NPC Equias, ten który pływa z wami od samego początku kampanii…
M: O! To on ma imię!

(finałowa walka z wiedźmami morskimi. Okazało się, że mają po 50 metrów wzrostu)
O: Ja wiem, jak je zranić. Powiemy im, że są brzydkie!

MG: Zgniatasz serce arcymaga…
O: I wycierasz rękę.

O: Co za idiota trzymał kota i serce w jednej kajucie?!

G: A to wino jest w beczce, czy w butelce?
O: W kartoniku!

(jak obronić się przed abordażem zombiech?)
O: Owiniemy burty drutem kolczastym
K: Pod napięciem!

(pojawiają się trzy wiedźmy: Mala, Mana i Maka)
K: Dobrze, że nie Lech, Antonii i Jarosław.

M: A która z nich jest najładniejsza?
K: Żadna. Wszystkie Holenderki!

(wiedźmy są wielkie i przerażające, bohaterowie i ich dzielne załogi muszą zdawać bardzo trudne testy odwagi)
G: Jak naszej załodze nie wyjdzie, to ja cycki pokażę.

(wiedźmy mają po 50 metrów wzrostu)
M: Ciekawe, czy to są Figury…

(czy wspominałem, że wiedźmy mają ponad 50 metrów wzrostu?)
K: Co za baran wymyślił, żebym ja je mieczem napierdalał?

(wiedźma nadepnęła na jeden z okrętów)
K: Jak ona ich deptała, to musiała nogę podnieść. A jak kieckę przy tym podniosła, to oni na przerażenie powinni rzucać.

(w ferworze walki Octopusowi przesunął się fragment mapki taktycznej)
M: Czemu morze rozstąpisz?
MG: On Mojżesza robi.

M: Co one tak niealfabetycznie padają?

(wiedźmy pokonane, wiktoria, napisy końcowe…)
O: Ja już nie muszę się z wami zadawać. Misja skończona. Całą grę czekałem, żeby wam to powiedzieć.

poniedziałek, 16 lipca 2012

Kfiatki z 05.07

(podział łupów)
M: Znowu po równo kasa idzie, ja się nie czuje wyróżniony…

M: Jakie mamy bandery?
K: Wszystkie!

(jak by tu nazwać nowy galeon, którym ma pływać za fregatą OSIZ jej dotychczasowy pierwszy oficere Kidd?)
G: Może król Julian?
K: Albo Mort! Jak ten przydupas Króla Juliana?

M: Papuga jest moim ptakiem.

K: Płyniemy na wieźmy!
M: Kogo nawiedzimy??

K: Trzeba pójść do Octopusa i nadmuchać mu w gwizdek.

MG: Weszłaś do swojej kajuty…
G: A klimatyzacja tam jest??

MG: Znalazłaś list.
K: Tylko?!?!
G: A wąglik jest?

K: No nówka kolczuga :)
G: Jaka nówka, rok ją nosiłam.

K: Rzucę nożem. Mam przy sobie trzy.
M: Jak ty to robisz, że na morzu ciągle rzucasz nożami i ciągle masz przy sobie trzy?
K: No właśnie nie rzucam na morzu.

(w wyniku walki zginęło 5 członków załogi)
M: Ale umarli zanim im zapłaciliśmy za ten miesiąc, prawda??

piątek, 1 czerwca 2012

Kfiatki z 10.05

(rekapitulacja z poprzedniej sesji)
M: Dowodziłem pościgiem za Siwo… tzn. Czarnobrodym!
G: Jak go dogoniłeś, to on już był Siwobrody.

K: I tu w karcie wpisz Garda
M: A przed tym dopisz „po”.

K: Kapitanie, pożycz lunetę.
M: Masz, tylko nie dotykaj.

K: Genius with tits!
G: Taki feature.

K: Krytyczne niepowodzenie na włamanie to paznokcie połamane.

I bonusowo, trzy kwiatki z wczorajszego posiedzenia nad Kupcami i Korsarzami

(MG, jako uprzejmy gospodarz, zawsze pyta witających w jego progi, czy mają ochotę na coś ciepłego do picia. Tym razem skrócił standardowe zapytanie)
MG: Coś ciepłego?
O: Cycki!!!!

(ktoś usiłuje obrabować kupca-npca, ten jednak broni się zaskakująco skutecznie)
MG: Wojowniczy Francuz.
G: Widać zapomniał białej flagi.

K: Kurde, trzy raz zginąłem w trakcie jednej rozgrywki!
MG: Hat trik normalnie.

I jeszcze na koniec bonus do bonusa: Co zrobiła autokorekta worda z ze słowami "Genius with tits"? To: "Geniusz with titr" :-P

piątek, 4 maja 2012

czwartek, 3 maja 2012

Karnawał Blogowy RPG #31: Broń w RPG

Tegomiesięczna edycja Karnawału Blogowego RPG dotyczy tematu broni w RPG. Nice :). Z racji wykształcenia wiem co nieco na ten temat, i pozwolę sobie podzielić paroma historyczno-teoretycznymi wynurzeniami na temat uzbrojenia, powiedzmy ogólnie, średniowiecznego, do wykorzystania na sesji ku ogólnemu pożytkowi.

Zacznijmy od rzeczy bardzo istotnej dla każdego krasnoluda, czyli czym właściwie różni się topór od siekiery? Zastanów się na tym, Drogi Czytelniku, a odpowiedź znajdziesz na końcu tekstu.

Zacząć oczywiście wypada od mieczy. Broń ta kojarzy się chyba najbardziej ze średniowieczem, w typowym RPGu prawie każdy, kto nie jest kapłanem, czy innym magiem, miecz jakiś posiada. Mało tego! Nawet magowie z mieczami zaiwaniają (vide: Gandalf), a i pewnie pozbawieni adekowych ograniczeń kapłani też miecze przypasać potrafią. Gdzieś niestety w tym zgubił się przekaz ideologiczny związany z tą bronią. W średniowieczu, dla rycerza, miecz był prawie wszystkim. Miecz (i pas) były symbolem rycerza, jego rzemiosła, jego biegłości w walce. Miecz, z charakterystycznym wyglądem, przypominał krzyż. Święty krzyż, którego rycerz ma nie mniej święty obowiązek bronić do ostatniej kropli krwi. Dobry, a nawet średniej jakości miecz, kosztował naprawdę dużo i tylko klasę wyższą stać było na luksus zakupienia takowego. Mieć miecz, to było coś. Pospólstwo niech se chodzi z widłami, cepami bojowymi, czy z innymi pałami nabitymi gwoździami. Jeśli masz miecz, to jesteś kimś.
Trochę mi brakuje tej elitarności miecza w większości systemów fantasy, z którymi się spotkałem.
Warto też poświęcić chwilkę i nauczyć się z czego miecz się składa – może się przydać przy opisach w walce :).


I Rękojeść:
1. Głowica
2. Trzon
3. Jelec
II Głownia:
4. Taszka
5. Zastawa
6. Płaz
7. Ostrze
8. Sztych
9. Zbrocze
10. Czubek
III Pochwa:
11. Okucie
12. Trzewik
 (obrazek i i opis z wikipedii)

Polecam też bardzo fajną klasyfikację mieczy na stronie http://www.thearma.org/terms4.htm Generalnie warto poguglać, nawet prosty, odręczny szkic miecza jest świetnym hand-outem dla gracza.
A jeśli chcesz pogłębić swoją wiedzę o walce mieczem, gorąco polecam (w charakterze odmiany od tzw. Naukowej literatury tematu) skądinąd bardzo fajną i oryginalną książkę Twardocha „Wieczny Grunwald”.
(źródło obrazka)

Gdy już mowa o rycerskim uzbrojeniu, nie sposób nie wspomnieć o kopii. Kopia, po naszemu swojsko nazywana drzewem, to cholernie złożony i niełatwy w wykonaniu element uzbrojenia zaczepnego. Jest prawie równie ważna jak miecz i – co ciekawe, potrafi równie dużo kosztować co dobry miecz. Czyli jak na realia średniowieczne, jest droga jak cholera. I – co raczej nie jest zbyt powszechnie wiadome – jest jednorazowego użytku. Dobra kopia przeniesie cały impet konia i jeźdźca w jeden punkt ciała przeciwnika, po czym rozpadnie się na kawałki pozostawiając w ciele celu stalowy grot. Dzięki temu (i pewnemu genialnemu, średniowiecznemu wynalazkowi, w postaci ostróg) rycerz pozostanie w siodle gdy jego przeciwnik będzie konał na ziemi, prawdopodobnie dobity końskimi kopytami. Dlaczego kopia jest taka droga? Musi być wykonana z odpowiedniej jakości drewna, mieć te 5 metrów długości, w dodatku jest wydrążona w środku no i na końcu mieć odpowiednio zamontowany stalowy grot. Musi być odpowiednio lekka i wyważona i jednocześnie odpowiednio wytrzymała. Do tego dochodzi odpowiednio artystyczne wykończenie, malowanie i inne takie duperelki, bo przecież jaśnie pan rycerz nie może pokazać się na mieście z kawałem ledwie oheblowanego drewna.

I małe nota bene na marginesie: angielski termin to freelance, odpowiednik mniej więcej naszego wolnego strzelca, pochodzi właśnie od lancy, konkretniej - od rycerza bez zajęcia.

A teraz taka ciekawostka na gruncie broni drzewcowej. Jaka jest praktyczna różnica między tymi dwoma włóczniami:

 zdjęcie 1

zdjęcie 2
(obie fotki stąd)

Ta pierwsza, to wczesnośredniowieczna włócznia, z grotem w kształcie liścia. Grot jest szeroki, by po wejściu w ciało zadawał jak największe obrażenia (nota bene podobny model jest używany we współczesnych afrykańskich dzidach do polowań na dzikie zwierzęta dla prawdziwych hardkorów). Ta druga, to model późnośredniowieczny. Grot jest dużo węższy, dzięki czemu cała energia kinetyczna jest skupiona w jednym miejscu – co pozwala skuteczniej przebić pancerz. Innymi słowy na rysunku numer dwa mamy do czynienia z klasycznym, późnośredniowiecznym otwieraczem do konserw.


Przechodząc do tematów bardziej krasnoludzkich, chciałbym powiedzieć parę słów o młotach bojowych. Wielkie było moje zaskoczenie, gdy podczas zajęć z bronioznawstwa średniowiecznego dowiedziałem się, że młoty bojowe nie były szczególnie powszechne. Bardziej na zasadzie jakiejś broni improwizowanej, lub też specjalistycznej broni drzewcowej. Ewentualnie jako druga strona nadziaka. No ale z drugiej strony taki Thor jednak z młotem latał, więc można dość bezpiecznie przyjąć, że jakoś w użyciu były.
(Paradny młot bojowy stąd)

Pora na odpowiedź na zagadkę z początku postu. Otóż:
  • siekiera jest to narzędzie służące (generalnie) do obróbki drewna,
  • topór jest to narzędzie służące do eliminacji siły żywej przeciwnika.
Jak odróżnić jedno od drugiego? To bardzo proste. Po brodzie. Topór ma długą, siekiera – bardzo krótką.
(fotka z wikipedii)

Dlaczego tak? Broda topora, ogólnie rzecz biorąc, pełniła dwojaką rolę. Po pierwsze, takie ukształtowanie topora zwiększało siłę uderzenia (ma to coś wspólnego z rozkładem siły, ale matematyka stojąca za tym problemem trochę mnie przerasta), po drugie zaś, w walce można było brodą zahaczyć o krawędź tarczy przeciwnika i szarpnąć do siebie, uniemożliwiając przeciwnikowi zasłonięcie się przed kolejnym ciosem.

(fotka z wikipedii)

A skąd właściwie wiemy, że coś, co wygląda jak opisany powyżej topór jest bronią, a siekiera narzędziem? Odpowiedzi dostarcza nam jeden z pierwszych historycznych komików – tzw. Rolka z Bayeux. Dzieło to powstawało w latach 70-tych XI wieku z inicjatywy biskupa Odo – przyrodniego brata Wilhelma Zdobywcy, który do dzisiaj dzierży tytuł ostatniego skutecznego zdobywcy Wysp Brytyjskich. Rolka ma prawie 70 metrów długości i zawiera obrazkową historię podboju Anglii przez wojska Wilhelma, opatrzone komentarzem. Całą rolkę, w wysokiej rozdzielczości, można obejrzeć tutaj, stamtąd też wycięte poniższe kawałki.

Tutaj widzimy dzielnych Normanów budujących okręty do desantu za kanał:


(opis: "tutaj książę Wilhelm rozkazał budowę okrętów")

Natomiast kilka metrów dalej, w trakcie samej bitwy pod Hastings, widzimy wojowników zbrojnych w topory.


(opis: "Tu polegli Leofwine i Gyrth. Bracia Harolda są zabici w boju")