sobota, 11 czerwca 2011

Zaległy dziennik kapitański

Dziennik kapitański szkunera "Płytki Grób"
 Data gwiazdowa 02.9.13
Szybko i dyskretnie opuszczamy Paltos uwożąc ze sobą Łzę Lyss – artefakt, który ma nam pomóc w poznaniu prawdziwych imion Trzech Wiedź. Z zesłanej przez niego wizji wynika, że Byron Baltimus może coś wiedzieć na ten temat. Szkoda, że nie żyje od paru miesięcy… Może jego syn Bruno będzie coś wiedział. Kierujemy się do Kiery.

Data gwiazdowa 04.9.13
Kontrola na morzu przez Kierańskiego kapra.

Data gwiazdowa 06.9.13
Dokowanie w Kierze. Kupiliśmy towar do sprzedaży w Baltimusie, uzupełniono zapasy.

Data gwiazdowa 07.9.13
Zakupy & sprawunki w Kierze.

Data gwiazdowa 08.9.13
Bierzemy kurs na Baltimus.

Data gwiazdowa 12.9.13
Udana ucieczka przed ścigającym nas brygiem pod brytyjską banderą.

Data gwiazdowa 22.9.13
Udzielono pomocy fregacie „Moonruner”, któremu burza zniszczyła całe ożaglowanie. Sprzedaliśmy im nasze zapasowe żagle. Pani kapitan Kyrie Kal bardzo wdzięczna.

Data gwiazdowa 26.9.13
Dokujemy na Baltimusie.

Data gwiazdowa 27.9.13
Pijemy. Dostaliśmy ofertę mokrej robótki – legendarny miecz Versalitas w zamian za zabicie Bruno Baltimusa.

Data gwiazdowa 28.9.13
Pijemy. Łaźnia i Burdel w celu pozyskania zaufania kręgu znajomych Bruna – m.in. niejakiego Charliego, który ma siostrę lesbijkę z tendencjami sadystycznymi.

Data gwiazdowa 29.9.13
j.w. + kac klinem leczony.

Data gwiazdowa 30.9.13
Wielka bibka u Bruna Baltimusa. Spiliśmy towarzystwo, Gloria pożyczyła pamiętnik Baltimusa seniora, juniorowi podpierdoliliśmy pierścień rodowy na dowód dokonania jego zabójstwa, którego nie dokonaliśmy.

Kfiatki z 09.06 - o blacharach i nie tylko

(znowu zaczynamy od wydawania PDków)

O: I co Gloria, rozwinęłaś się tej nocy?

(dwa słowa o MG)
G: Nie byłeś jeszcze w świecie z tym naszym bogiem i nie nauczyłeś się paranoi.

G: Nie rzucamy się w oczy.
M: (robi daszek z rąk nad głową) LATARNIA!!

G: Podchodzę do naszego faworytnego Octopusia…

MG: Usłyszałeś stukot podkutych butów…
O: Kot w butach!!

G: Ja się szykuję do przeszukania (okrętu przez straż miejską), czyli obieram najbardziej skąpy strój, jaki mam.

(W związku z nadchodzącą rewizją trzeba na gwałt zmienić nazwę statku. Tymczasem nie milkną echa paru nocy spędzonych w burdelu)
M: Czym przymocowałeś nową tabliczkę z nazwą?
O: Gwoździem.
M: Nie słyszałem jak pukałeś.
O: Całą noc pukałem.

(w miejsce nazwy okrętu – „Płytki grób” – przybito jedyną zapisaną deskę znalezioną na pokładzie, która odpadła z poprzednio przewożonego ładunku)
Sierżant straży miejskiej: Skryba, sprawdźcie, czy mamy w rejestrach Szkuner „Drewno”.
Skryba: Eeeee…. Nie mamy panie sierżancie.
O: Szukaj pod „Rasiak”.

(gracze potraktowali w pałacu władcy miasta jednego sługę trucizną paraliżującą jednego sługę i ulotnili się z pamiętnikiem i pierścieniem właściciela pałacu)
MG: Fama niesie, że nieznani sprawcy zabili w pałacu 5 sługów, ukradli wszystkie klejnoty i zgwałcili siostrę Charliego…*
M: Na szczęście nie wiedzą o wszystkim!

[G wyturlała dwie jedynki (krytyczna porażka) w teście targowania, po wydaniu fuksa zostały przerzucone na dwie jedynki, co spowodowało wzrost ceny od 25%]
G: Połowę ceny dałam z góry, ale jeszcze będę się targować.
MG: Nie zapomnij więcej kasy zabrać!

O: No wy będziecie na czacie siedzieć, a ja się dowiem co trzeba.

G: Czy woźnica dalej jest na karocy?
MG: Tak, jest. Robi pod siebie, ale jest.

O: Rzuć broń!
MG: słyszysz odgłos upadającego żelastwa na bruk.
M: Czemu on rzucił broń na Brooke?
(potem się okazało, że jeden z zabitych bandytów miał na imię Ridge)

MG: Woźnica chce kasę za posprzątanie zabryzganej krwią karocy.
M: Przeciągnąć go pod kilem!!

M: Jest taka instytucja jak Deus ex machina. Czyli zaraz się o coś potkniemy i znajdziemy ważne informacje.

O: Jak się kiedyś mówiło w średniowieczu na blachary?
G: Markietanki.
O: Nie. Sierściuchy.
Wszyscy: ???????
O: No bo auto ma blachę, to są blachary, a koń ma sierść…

-------------------------
*- siostra Charliego - patrz tutaj - Kfiatek czwarty od góry.

piątek, 10 czerwca 2011

Karnawał Blogowy # 22 - Pomoce do gry


W ramach kolejnego odcinka Karnawału blogowego zamieszczam kilka sprawdzonych patentów na sesyjne rekwizyty i handouty. A że mam jakieś takie adamowosłodowe zacięcie, to lubię majstrować różne rzeczy.

1. Generic żelastwo

Jeśli przypadkiem prowadzisz 50 Fathoms do Savage Worlds, czy inne 7th Sea i akurat również przypadkiem z czasów dzieciństwa zostało ci w szafce trochę żelastwa… to akurat jest dobry pomysł, żeby je odkurzyć i dać graczom do zabawy :).


2. Wizje, flashbacki i magiczne podglądanie.

Czasami, w różnych okolicznościach w zależności od systemu, gracze mogą byś świadkiem czegoś, co dzieje się gdzieś indziej, kiedy indziej lub w ogóle jakoś inaczej. Przykładem może być podsłuchiwanie jakiejś rozmowy (m.in. za pomocą magicznego chowańca, o czym niżej), wpięcie się do komputera podłączonego do kamer bezpieczeństwa, czy też czar typu jasnowidzenie. Zamiast po prostu odczytać treść rozmowy, czy ją streścić, można zwerbować do pomocy parę osób (nie-graczy) i dać im do odczytania dany dialog, oczywiście nagrywając go przy pomocy np. komórki, czy innego ziobrofonu.. Nagranie można wzbogacić dodatkowymi efektami dźwiękowymi – sieć jest pełna darmowych plików muzycznych z odgłosami strzałów, skrzypiących drzwi, czy rżących koni.
W trakcie kampanii 50 Fathoms, którą aktualnie prowadzę, za sprawą wizji zesłanej przez magiczny artefakt gracze byli świadkami skazania na śmierć trzech sióstr-wiedźm. Wyrok odczytał kolega z pracy, a trzy koleżanki wcieliły się w role wiedźm, ja zaś zająłem się efektami dźwiękowymi.

3. Użycie elektroniki w świecie fantasy

Chowaniec stanowi ogromne pole do popisu dla MG. Podczas niedawno prowadzonej kampanii Warhammera jeden z moich graczy miał chowańca sowę, z którym łączyła go więź telepatyczna. W związku z tym notorycznie oddzielał się od drużyny, po czym – za pośrednictwem sowo-wideo-kondferencji brał udział w planowaniu, dawał rady, itp. itd. Razu pewnego, gdy udało mu się trafię do lochu, postanowił w wiadomy sposób wziąć udział w naradzie graczy dotyczącej jego uwolnienia. Będąc przygotowany na taki obrót sprawy, zaprosiłem go do osobnego pokoju i posadziłem przy komputerze z włączony Skypem, po czym wróciłem do miejsca, gdzie byłą reszta graczy. Z laptopa połączyłem się z drugim komputerem, odpaliłem kamerkę i mikrofon. Mag słyszał co się działo, widział (bohatersko wcielając się w sówkę kręciłem kamerą), ale nie mógł mówić, bo nie miał mikrofonu. Mógł za to pisać na czacie, jak zachowuje się sowa.
A że sowa, jak to sowa, ma mały rozumek, to w środku rozmowy wyłączyłem na pół minuty mikrofon, a cały widok z kamerki zasłoniłem wydrukowanym uprzednio zdjęciem myszy polnej z podpisem „Twój chowaniec myśli o jedzeniu”.
Choć patent wymaga odrobiny zabawy elektroniką (pomaga żona po telekomunikacji na polibudzie ;) ), to warto się postarać.

4. Mana potion

(Uwaga! Pomysł tylko dla dorosłych!)
Wiele już napisano o wręczaniu graczom kolorowych miksturek. My okazyjnie stosujemy coś innego – drink w dużej szklance z 50 ml Blue Curacao, 50 ml wódki, dopełnić citrus mix Schwepsem z lodem i cytrynką, co daje piękny błękitny kolor i fajnie smakuje.
Mamy też na naszym blogu kulinarnym bardzo dobry przepis na health potion.

5. Papierowe pieniądze i inne takie

W necie można znaleźć całkiem przyzwoite monety do druku (np. tu). Jeśli mamy dostęp do kolorowej drukarki, można w ciekawy sposób wzbogacić zawartość znalezionej sakiewki. Do takiej sakiewki można np. wrzucić klucz do szafy starego typu, który otwiera… już MG dobrze wie co ;).
Swoją droga taka zabawa daje też ciekawą perspektywę na ilość miejsca, jaką zajmują pieniądze (w zamierzchłych czasach szczenięcych w AD&D 2 edycji miałem gracza, który nosił w plecaku 20.000 sztuk złota. No i oczywiście powtykane tu i ówdzie żarcie, sztylety oraz komplet innego ekwipunku, z ciężką zbroją i mieczem dwuręcznym na czele ;) ).

Z kolei ze strony Greywolfa można też ściągnąć bardzo fajne „skarby” do kampanii „Pirates of the Spanish Main”, które nadają się również do innych systemów morskich. Może nie jest to do końca handout taki do potrzymania, ale zawsze lepszy efekt dać taką wyciętą karteczkę ze zgrabnym obrazkiem i opisem, niż „znalazłeś magiczny miecz”.

6. Zbyrcok jako pomoc przy serwowaniu ataku serca

Dawno dawno temu byłem z rodzicami w górach i nabyliśmy z drodze kupna tzw. „Zbyrcok” – górolski metalowy dzwonek do łowiecek. A konkretnie 4 takie dzwoni powiązane rzemykiem. Przypomniałem sobie o tym zakupie jakiś czas później, podczas krótkiego romansu z prowadzeniem Zewu Cthulhu. Postanowiłem uwiązać jeden koniec owego rzemyka do haczyka wystającego z sufitu, a drugi – do cienkiej żyłki, którą następnie górą poprowadziłem do mojego biurka i której koniec uwiązałem do czegoś ciężkiego. W ten sposób rzemyk z dzwonkami wysiał sobie spokojnie pod sufitem, zgięty w kształt litery „U”. W momencie, gdy miało się wydarzyć coś dramatycznego, starczyło, po odpowiednim wstępie i zbudowaniu nastroju oczekiwania na nagły atak niewypowiedzianej grozy, dyskretnie przeciąć żyłkę. I obserwować graczy skaczących pod sufit ]:->.

7. Sutanna & szpada

Razu pewnego graliśmy w Neuroshimę. Występując jako gracz wzięło mnie na stworzenie ambitnej, nietypowej postaci. Tak oto zostałem hiszpańskim jezuitą. Grało się bardzo fajnie, więc pewnego razu postanowiłem na sesji się pokazać. Nawiedziłem w tym celu wypożyczalnię kostiumów Teatru Wielkiego w Poznaniu i za niewygórowaną kwotę 33 złotych stałem się na weekend posiadaczem sutanny. Co prawda koloratkę musiałem sobie sam wyciąć, ale na szczęście Biblię miałem już w domu. Tak przygotowany, z gromkim „Niech będzie pochwalony!” na ustach stawiłem się na sesji :).
Nie wiem jak to jest w innych miastach, ale wymienioną wypożyczalnię znalazłem po prostu w książce telefonicznej. Myślę, że w innych miastach powinny być podobne przybytki – starczy poszukać, poguglać i podzwonić :).

8. Mapy, plany i inne kwity, czyli o papierze raz jeszcze

Dla porządku wypada wspomnieć o bodaj najpopularniejszym handoucie – mapach, planach czy listach. Od najprostszych (świetnym przykładem są tu bardzo fajne handouty z warhammerowego „Wewnętrznego Wroga”), przez wytwory własnego rękodzieła (w zależności od własnych zdolności artystycznych i ilości dostępnej herbaty do postarzania dokumentów), pomysły bliźnich do znalezienia i wydrukowania z for, stron internetowych i innych dziwnych miejsc, a na gotowych, komercyjnych, produktach skończywszy.
Jak chodzi o te ostatnie, to polecam internetowy sklep DriveThroughRPG. Wybór planów, map i innego cholerstwa za naprawdę drobne pieniądze (2-4$) jest naprawdę duży.
Ja sam, z racji ciężkiego braku talentu do narysowania czegokolwiek z wolnej ręki, map i podobnych pism nie sporządzam. Kiedyś spłodziłem jakiś odręcznie napisany list na sesję, to gracze chcieli biegłego grafologa powołać celem jego odczytania. Z braku znajomego biegłego grafologa sam musiałem im go odczytać. Ale od czego mamy Gugla? Tutaj, na przykład, można znaleźć forum ludzi, którzy lubią robić mapy :).

9. Miej oczy dookoła głowy!

Od jakichś 17 lat jestem zapalonym modelarzem. Długie lata sklejałem plastikowe samoloty, potem czołgi, kilka okrętów. Po krótkim romansie z modelami papierowymi zabrałem się za figurki do bitewniaków - obecnie Dwarfy do Warhammer Fantasy Battle i Fallschirmjagerów do Flames of War. No i trochę figurek do LoTR`a. Mam też powoli rosnącą kolekcję terenów w skali 28mm i trochę różnych dziwnych figurek na sesje. Bycie modelarzem wpływa na psychikę, percepcję. Gdziekolwiek nie jestem, co bym nie zobaczył, analizuję to pod kątem potencjalnej przydatności do celów modelarskich i ew. sesyjnych. Warto chodzić z otwartymi oczami.
Np. w takim Realu można trafić na gotowe pieczęcie do listów.
Oczywiście taki gotowiec to coś dla ludzi nie mających ciężkiego zacięcia rękodzielniczego - sieć roi się od przepisów, jak zrobić pieczęć własnym sumptem (jednorazową z ziemniaka, porządną z drewnianego kołka przyciętego wypalarką, którą można bez problemu kupić na Allegro i opitulonego odpowiednim lakierem). Ja sam mam w szafce modelarskiej zabytkową lutownicę, którą zamierzam kiedyś wykorzystać do wyrycia pieczęci - kiedyś. Jak przyjdzie wena.

sobota, 4 czerwca 2011

Prywata & kumoterstwo

Zamieszczam linka do bardzo fajnego bloga: http://polygamia.pl/blogi/crinoblog

Co prawda nie jest - na razie - w żaden sposób związany z RPG, ale prowadzi go, znany z Kfiatków sesyjnych Octopus :).

Tak więc jeszcze raz zapraszam wszystkich do odwiedzenia Crinobloga!

piątek, 3 czerwca 2011

Karnawał Blogowy RPG #21 Zło



KB #21 Zło
A raczej Zuuułooo.

Czym się różni Zuuułooo od Zła? To pierwsze, to odmiana zła występująca w wielu prowadzonych przeze mnie sesjach. Powstało na skutek pewnych moich ułomności w prowadzeniu w początkach kariery jako MG, których, szczerze mówiąc, nie chciało mi się usunąć do tej pory. Konkretnie mój problem, jako MG, sprowadza się do tego, że niezbyt umiem zrobić poważną sesję, taką mroczną, refleksyjną, gdzie gracze poczuliby strach, powagę, przygnębiający nastrój. Za często próby budowania takiego nastroju paliły na panewce za sprawą jakiegoś dowcipnego komentarza, po równi ze świata gry (as in: pasującego do postaci, która go wypowiedziała) jaki i offtopowego. Tak więc zamiast walić głową w mur, opierdalać graczy za offtopy i psucie nastroju, postanowiłem te sytuację wykorzystać na swoją korzyć. Zło na moich sesjach jest Zuuułem – takim trochę śmiesznym, trochę nieporadnym, ale za to bardzo zawziętym i chwilami nawet Monty Pythonowskim. Oto kilka przykładów, ku inspiracji.

Troll maminsynek
Patent nie wymyślony przeze mnie, ale zastosowany w praktyce okazał się jednym z lepszych spotkań prawie rocznej kampanii Warhammera. Graliśmy kampanię Wewnętrzny Wróg i drużyna kogoś tam ścigała, aż dotarła do mostu nad rzeczką. A spod mostu, jak to spod mostu, wyszedł prawie trzymetrowy troll rzeczny i zażądał nie-aż-tak-wygórowanego myta. Drużyna, jak to drużyna, uniosła się honorem i stwierdziła, że nie zapłaci. Troll oczywiście zaatakował. Jakież było zaskoczenie wszystkich, gdy po pierwszej poważniejszej ranie troll zakrzyknął cieniutkim głosikiem „Mama, one mnie bijom!” i spod mostu wydreptała sporo od niego większa mamuśka. Walka była długa i zacięta, towarzystwo przekonało się, jak ciężko walczy się ze stworem z regeneracją, gdy nie ma się pod ręką zapalniczki. Całość wypadła śmiesznie i zapadająco w pamięć – i o to chodziło.

Darth Farquad
Mroczny Lord Sithów stworzony na potrzeby prowadzonej dawno dawno temu w odległej Galaktyce kampanii Star Wars RPG miał jakiś metr czterdzieści pięć w kapeluszu i nieproporcjonalnie duży noc. Do tego skrzywiony, bo mówił tak jakoś dziwnie – przez nos właśnie (co radośnie odgrywałem mówiąc gardłowym basem i zatykając nos). Drużyna swego czasu pokrzyżowała jego niecne plany nawet o tym nie wiedząc, więc postanowił on się na nich zemścić. Jego plany były dość nieporadne, intrygi szyte grubymi nićmi, ale w walce dobrze radził sobie z mieczem świetlnym i zawsze miał opracowany doskonały i efektowny plan ucieczki, na wypadek jakby coś nie wyszło. Niby śmieszny, dziwnie mówiący kurdupel na pierwszy rzut oka niezbyt nadaje się na arcydroga kampanii, ale mieliśmy z nim dużo zabawy. I nadal o nim pamiętam, mimo upływu 8-10 lat od jego ostatniego występu.

Goblin
Goblin to jeden z moich ulubionych potworków, gdy prowadzę świat fantasy. I to nie mówię już nawet o starym AD&D patencie z samotnym goblinem z zaostrzonym kijkiem wymuszającym haracze na trakcie (czy wspominałem, że ma pas giganciej siły, jest mistrzem uników i MG rzuca same 20-tki, gdy drań atakuje? ;) ). To, co podoba mi się w goblinach to ich spryt i cunning plany. Bo choć en masse są głupie jak przysłowiowy but, to na czele plemienia zazwyczaj stoi osobnik nadzwyczaj chytry i przebiegły. Właśnie takiego goblina spotkali na swojej drodze gracze podczas wspomnianej wcześniej kampanii WW. Miałem w drużynie maga, nazwijmy go Cerus, który, oprócz posiadania dużej siły ognia był też bardzo chciwy i zawsze pierwszy to łupienia i grabienia pokonanych wrogów (w sumie dziwnym nie jest, miał spore rachunki do zapłacenia w swoim Kolegium). Dlatego też, gdy drużyna zwiedzała opuszczoną wieżę jakiegoś maga (o której nie wiedzieli, że została w tak zwanym między czasie zasiedlona przez gobliny). Cerus oczywiście pierwszy rzucił się do zwiedzania i zbierania pamiątek, tylko po to, by wpaść w pułapkę zastawioną przez nasze małe poczciwe zielone paskudki. Dobrze rozmieszczeni na piętrze łucznicy, garść gobosów na dole z tarczami i włóczniami, w miarę przyzwoite rzuty, pilnowanie takich detali jak to, ilu kafarów w pełnych płytówkach może ramię w ramię biec wąskim korytarzem, lub jednocześnie walczyć na schodach i nagle okazuje się, że drużyna, która z walką zazwyczaj nie miała większych problemów z wycinaniem hord nieprzyjaciół, w ciągu rocznej kampanii najwięcej Punktów Przeznaczenia wydaje walcząc z grupą goblinów dowodzonych przez zielonego kurdupla, który paraduje w zdobycznej damskiej kiecce. I myśli, że dzięki temu może rzucać czary (tak, niektórzy NPC z WW naprawdę byli udani ;) ).
Innymi słowy – taktyka, taktyka, taktyka! Tak taktycznie dobrze rozegrane starcie wymaga niezłego przygotowania. Ale warto.

A tribute to Wilq
Drużyna zinfiltrowała sektę slaneshytów, bodajże w Middenheim. W piwnicy urządzone było bardzo przytulne miejsce na orgie – z dywanami, licznymi poduszkami, akcesoriami…. Wszystko ładnie pięknie aż do momentu gdy jednego z graczy zaatakowała, dysponująca specjalną figurką na tę okoliczność…


Penisoręka Poduszka Elektryczna!!!!!
Nie znasz dnia ani godziny, kiedy z zasadzki spadnie na ciebie Zuuułooo :->


Są ludzie, którzy potrafiąca sesji pokazać prawdziwe Zło. Tak, żeby było strasznie, nastrojowo i klimatycznie. I to potrafią to wiarygodnie sprzedać ludziom, którym ja też prowadziłem, w taki sposób, że nikomu przez myśl nie przejdzie, żeby zepsuć klimat jakimś dowcipnym komentarzem. I bardzo lubię takie sesje, jako gracz. Ale jako MG dużo lepiej się czuję w klimatach jajeczno-absurdalnych. W końcu gramy po to, by dobrze się dobrze bawić, a ja po prostu lubię, jak jest wesoło na sesji.

Kwiatki z 02.06

K: Bzyknąłeś już Bruna?
M: Tak, ale to on był z tyłu.
K: To trzeba było zacisnąć poślady i powiedzieć „idziemy do moich kolegów”.

(i znowu w burdelu)
O: Jakim cudem tu weszłaś?
G: Normalnie, to burdel koedukacyjny.
O: To czego się tu można nauczyć?

(Kidd zajął zaszczytne drugie miejsce w seksmaratonie)
O: Lodu sobie przyłóż. Mogę ci nawet wyczarować.

(dossier istotnego NPC`a)
G: … ma siostrę, lesbijkę ze skłonnościami sadystycznymi.
K: Znaczy baba w moim typie.,

(dossier ciąg dalszy)
G: I jest bard, który zgwałcił nastoletnią córkę tego NPCa, za którego mamy się mścić.
O: Polański ?!?!?!?!

M: Można im dodać do wina eliksir prawdomówności.
G: Nie ma czegoś takiego.
M: Jest. Nazywa się wódka.

MG (intensywnie wertuje podręcznik): Tu gdzieś była mechanika chlania…

M: Ja mam owczy korzeń!
K: Przeszczepiłeś sobie?
M: Meeeetam.

(drużyna idzie na imprezę incognito, ale ciężko idzie wymyślenie pserudnimów. MG postanowił pomóc i sugeruje wskazując po kolei palcem Octopusa, Mortha, Kida i Glorię)
MG: Proste pseudonimy: Jean Pier, Jean Marie, Jean Baptiste i Jean.

O: My name is Kmicic. Andrzej Kmicic.
M: Kolega jest troszkę dowcipny.
K: Tak, ostatnie dwa dni szczególnie.

K: Jaki jest plan?
M: Wpadamy, bzykamy, mordujemy i uciekamy. Z grubsza.
G: Jeszcze pytamy.

O: Uważaj w bibliotece, tam może być małpa.

MG: Rapier to broń kłująca, szpada, to broń kłująco-sieczna. Albo na odwrót…
O: Jestem magiem, nie muszę się znać.

(Gloria włamuje się nocą do pustego pomieszczenia z dużymi oknami)
MG: Ciemno
G: Nie jest powiedziane, że nie ma pełni.
K: Jest pełnia zachmurzenia.

G: Chowam pamiętnik.
O: Tylko nie za dekolt, bo tam zajrzą.

(Kidd zakłada się z synem burdelmamy, oferując, w razie przegranej, Glorię)
NPC: Ja stawiam trzy dziwki.
K: Tak mało? Pół królestwa co najmniej!
NPC: 12 dziwek. To pół królestwa mojej matki.


I na koniec kwiatek gastronomiczny z końca sesji:
G: Woda się zagotowała, jakby ktoś coś chciał.
K: Tak, ja poproszę. Kawę mrożoną.

wtorek, 31 maja 2011

Kfiatki z 26.05

Dzisiejszy odcinek sponsoruje błękitny mana potion spożyty podczas ich tworzenia ;).

(tradycyjne dylematy na co wydać PDki)
M: Myślę, czy wole pływać, czy żeglować…
O: Żeglować, bo to się nam wszystkim przyda!

M: Fajnie by było tym mieczem ponapierdalać.
K: Sprzedać go za galeon!
G: Ja tam nie mam kompleksów.

(retrospekcja z innego czasu, miejsca i MG)
G: Dlaczego my zawsze w nocy musimy chodzić na cmentarz?
K: Bo za dnia źle się zwłoki wykopuje…

K (do MG): Otwieram kopertę dyskretnie pod stołem?
M: Co tam dyskretnie otwierasz pod stołem???

MG: Masz zaproszenie in blanco.
M: Szkoda, że nie znamy żadnego in blanco…

M: Ty normalnie jesteś niezły ogier… znaczy ośmiornica, masz 8 macek.
O: Mam 9, jestem chłopcem.

(planowanie zabicia niejakiego Bruna Baltimusa)
O: Wyprawa po złote bruno…

O: Ja też chce się wymieszać w tłum.
K: Ogól się!
O: Zaplotę sobie macki i będę wyglądał jak krasnolud z brodą.

NPC zlecający zabójstwo Bruna: Płacę Wam najcenniejszym mieczem na planecie, on jest bezcenny!
G: No właśnie, a my kasy potrzebujemy.

O: To skoro jesteśmy w temacie pochwy, to dobrze by było zadupczyć!
M: Kelner! Ostrygi!!

NPC: Będzie tu mój sługa…
M: A może służka?
O: Cztery służki?
(w drużynie jest 3 chłopa i Gloria)
K: Ktoś orientację zmienił??
M: Kto chce dwie?
(wszystkie samcze ręce w górze)

K: Tak żeby z gruchy nie wyskoczyć…
O: Jak się wyskakuje z gruchy?
K: Spomiędzy pestek!

K: Najpierw pytać, potem zabijać. Nie mamy w drużynie nekromanty.

G: Dowiaduję się jak skontaktować się z lokalnym oddziałem Stowarzyszenia Redystrybucji Dóbr.

(MG od zawsze problem z wymyślaniem imion mało istotnych NPC na poczekaniu, więc w trakcie poprzedniej kampanii Warhammera niektóre często się powtarzały…)
MG: Musisz skontaktować się z Mariuszem.
M: A czemu nie Heinrichem?

O: Normalnie spiłeś się jak świnia, wstyd mi za ciebie.
K: Łiiiitam

O: W łaźni idę do jacuzzi.
K: To znaczy siedzisz w balii i pierdzisz, tak?

O: Czy Gloria jest topless w staniku? Mnie to nie jara, bo jestem krakenem, ale chce wiedzieć.

K: To zadekujemy się w tym burdelu do przyszłego tygodnia.

K: (bawi się pistoletem, m.in. celuje w inne osoby)
O: Kiedy przestaniesz się bawić tą nie nabitą bronią?
K: A mam się bawić nabitą?

(krajeńska dama negocjowanego afektu)
MG: I tak fajnie pachniała wodorostami…
K: Śledziami!